środa, 7 maja 2014

Rozdział 3

Nadal byliśmy w tej pozycji. Dopiero dotarło do mnie jak wielki błąd popełniłam odwzajemniając uścisk. Źle zrobiłam,nie powinnam, ale wszystko stało się pod wpływem emocji.
- Puść. - Powiedziałam w stronę Harr'ego wyrywając się z jego szczelnego uścisku. Spojrzał się na mnie nie wiem jakie znaczenie miał jego wzrok, ale penie nie dobre.
- Zawieść Cię gdzieś? - Nie chcę, aby mnie teraz gdzieś zawoził. Jego zielone tęczówki wypalały mi twarz. Chciałam unikać kontaktu wzrokowego, bo bałam się jego reakcji.
- Spójrz na mnie! - Usłyszałam wyraźną chrypę w jego głosie. Zaczyna się piekło którego się obawiałam. O co mu chodzi, przecież nic takiego nie zrobiłam.  Uniosłam twarz i z niechęcią spojrzałam na jego wściekły wzrok



- Nie chcę, abyś mnie gdzieś zawoził, chcę zostać sama poradzę sobie. - Wiem, że go zezłoszczę tymi słowami, ale nie miałam wyboru. Cofnęłam się o krok do tyłu dla bezpieczeństwa. Jego rysy twarzy znów zmieniły się na złe.
- Dobra rób co chcesz i jak chcesz nie obchodzi mnie to. Nara! - Ostatnie słowo prawie wykrzyczał, no tak przecież to Harry Styles. Odwrócił się i wsiadł do samochodu. Odjechał z piskiem opon. Nie wiem nawet o co się wkurzył z resztą On jest niebezpieczny i nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Alexa byłaby na mnie zła. Kocha mnie jak własną siostrę i nie pozwoliłaby, aby coś Mi stało. Właśnie teraz gdy mnie najbardziej potrzebuje, a ja muszę jej pomóc żyć na nowo. Wiem, że to nie będzie łatwe, ale chociaż spróbuję. Ruszyłam z miejsca i udałam się na mały murek, który rozciągał się wzdłuż chodnika koło szpitalu.

  

Chciałabym być teraz z Alex i Veronicą, ale wiem, że muszą sobie teraz poradzić same. To jest dla nich ciężki moment i muszą dać sobie radę obydwie. Wiem, że to nie będzie łatwe. Sama tęsknota potrafi zabić człowieka od środka. Świadomość, że nigdy już nie usłyszysz głosu tej osoby, jej śmiechu. Samo to, że nie zobaczysz radości w jej oczach, a to tylko dla tego że umarła i zostawiła na samych na tym świecie. teraz pozostały tylko wspomnienia, zdjęcia i video, ale to bardziej boli. Sama z resztą wiem jak to jest stracić jedną z najważniejszych osób w swoim życiu. 2 lata temu zmarła moja o rok starsza sistra. Miała chore nerki. Ta choroba spadła na Saly (sistra Jessicy) jak grom z jasnego nieba. Zniszczyła jej wszystko, marzenia, które niedługo by się spełniły. Saly od 2 tygodni leżała w szpitalu czekając  na operację. Z początku nie wyglądała na tak bardzo chorą niż była. Śmiała się, rozmawiałyśmy całkiem normalnie, wtedy żadna z nas by nie pomyślała, że jej czas już niedługo nadejdzie. Przychodziłam do niej co dzień i przynosiłam gazety z nowymi projektami ubrań. Mówiła mi jakie ma plany i jak tylko wyzdrowieje pierwsze co zrobi to uszyje suknię którą ma w głowie. Niestety nie zrobiła tego i nie spełniła swoich marzeń. Saly zajmowała się szyciem i projektowaniem ubrań. Jej dzieła były sprzedawane już w niektórych sklepach. Za miesiąc miała się spotkać ze znaną projektantką modową, która dałaby jej szansę na iście w świat sławy. Obie miałyśmy nadzieję, że uda jej się wyzdrowieć i osiągną to co chciała. Niestety z dnia na dzień jej stan się pogorszył. Pamiętam ten moment, gdy pierwszy raz od 3 ją zobaczyłam łzy same leciały po policzku. Wyglądała jak biały trup który oddycha. Lekarze zaczęli wątpić czy przeprowadzić operację czy nie. Saly nic nie mówiła, pisała tylko na kartce. Na drugi dzień stan się pogorszył na tak zły, że nie mogła otwierać oczu. Mijały dni, a jej stan się zdecydowanie poprawił, lekarze zaczynali mówić o jakimś cudzie, niestety niepotrzebnie. Przyszłam następnego dnia do szpitala z tego co wiem rodzice mieli tam na mnie czekać.Weszłam do sali niestety nie było w niej mojej siostry, poczułam jak z oczu leciał mi potop łez. Na jej miejscu leżała młoda dziewczyna. Wyszłam z sali i zaczęłam szukać rodziców. Znalazłam ich. Płakali. Nikt nie chciał mi nic powiedzieć, w moich w myślach układały się różne scenariusze. Przyszedł doktor i powiedział mi, że Saly zmarła. Mówił też, że chciała mi powiedzieć jakiś bardzo ważny sekret, niestety nie wytrzymała tak długo. Próbowali ją ratować niestety była już na tamtym świecie. Poczułam wtedy ogromny ból w środku, jakby coś mnie tam rozrywało. Płakałam jak nigdy. Uciekłam jak najszybciej z tego przeklętego miejsca. Przebiegając przez ulicę nie zobaczyłam samochodu i prawie pod niego wpadłam. Niestety wyhamował. Pamiętam, gdy byłam już w domu oglądałam nasze wspólne kasety z moich i jej urodzin. Rodzice zaczęli je kręcić od 2 roku życia do moich 17 a Saly 18 lat. Od śmierci mojej siostry nikt nie chciał tego dalej robić. Ostatni raz widziałam ją na pogrzebie. Jej ciało było białe. Policzki wklęsłe do środka. Była bardzo chuda z tego co lekarze mówili przez tą chorobę schudła 8 kilo. Było to widać. Jej jasne blond włosy były delikatnie ułożone na kremowej poduszce. Pogoda była paskudna cały czas padał deszcz. Z rodzicami pochowaliśmy jej ciało tu w Londynie. Zawsze chciała tu mieszać. Do dziś pamiętam ten ból jaki wtedy przeżyłam. 



- A to nadal boli w środku. - Powiedziałam sama do siebie. Muszę się uspokoić, żeby się nie rozpłakać. 


****
* 2 dni później, oczami  Jessicy *

Siedziałam właśnie w domu z kubkiem gorącej czekolady przykryta kocem i oglądałam jakąś denną komedię, która miała rozśmieszać do łez. Było tak wpół do 20. 4 godziny temu odbył się pogrzeb Josha. Nie chcę sobie przypominać sobie scen z pogrzebu. Było okropnie. Najgorsze minęło, może jakoś się ułoży teraz. Było podobnie jak na ceremonii Saly. (ceremonii czyli na pogrzebie nie chcę powtarzać parę razy tego samego słowa. Wybaczcie). Trzymałam zdjęcie mojej siostry w rękach. Była taka piękna, nie zasłużyła na śmierć. Cały czas brałam ją za ideał. Tak też było. 


Zdjęcie Saly, które Jess trzyma w dłoniach.


Z myślenia wyrwał mnie głos dzwonka roznoszący się po pomieszczeniu. Zerwałam się i udałam się w kierunku drzwi. Trochę mnie zdziwiło kto może dzwonić o tak późnej porze. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam w nich moją przyjaciółkę trzymającą coś w dłoniach. Zaskoczył mnie trochę jej widok. 
- Proszę to ciasto jest dla Ciebie. Ode mnie i od mojej mamy w podziękowaniu, że nas wspierałaś i pomagałaś nam. - No nie powiem zamurowało mnie. Dziewczyna podała mi cisto zapakowane w folię, ja zaprosiłam dziewczynę do salonu.
- Proszę Cię nie musiałyście Ja chciałam wam pomóc. - Dziewczyna usiadła na kanapie i lekko się do mnie uśmiechnęła. Odłożyłam prezent otrzymany od Alex i jej mamy.
- Aha Jess chciałam Cię przeprosić, że cię wystawiłam wtedy na imprezie. Mam nadzieję, że nic Ci się nie stało. - Na myśl o tamtej nocy z twarzy znikł mi uśmiech. Nie chciałam wracać myślami to tamtego momentu. 
- Ej? Stało się coś? - Dziewczyna wstała z miejsca a w odpowiedzi usłyszała krótkie ''nie''. Bałam się, że jak podejdzie bliżej zobaczy na mojej szyi zadrapania. 
- Wiem, że coś się stało. Masz małe blizny na szyi. Mów. - Mogłam się domyślić, że to zobaczy. Wiem, że będę musiała jej wszystko powiedzieć.
- Ja, ja zostałam zgwałcona. - Powiedziałam lekko słyszalnym głosem. Mając nadzieję, że mnie nie usłyszy.
Opowiedziałam jej wszystko jak do tego doszło. Była na mnie wściekła, że to Harry mnie tutaj przywiózł że rozmawiałam z nim koło szpitala. Naszą rozmowę przerwał dźwięk mojego przychodzącego sms-a. Wzięłam moje urządzenie leżące na półce i odblokowałam ekran. Nie wiem od kogo był ten sms, gdyż na wyświetlaczu pisało ''zastrzeżony'' otworzyłam wiadomość i zaczęłam czytać jej zawartość.

result-thumb
PM po angielsku znaczy po południu, wieczorem.
AM znaczy rano. W angielskim nie ma np. godz.
18:20 jest 06;20 PM


Co!? Od 2 dni się do mnie nie odzywał w sumie nie zdziwiło mnie to, a teraz pisze mi sms jakby nigdy nic. To całkiem w jego typie. Ludzie mieli rację, że On nie ma uczuć.
- Jessica to Harry? - Usłyszałam Alex. Nie mogę jej przecież powiedzieć prawdy.
- Nie to nie On. Dzisiaj cały dzień wysyłają mi jakieś gry i reklamy na telefon. Trochę mnie to męczy. - Taaa nie ma to jak kłamać przyjaciółkę. Spojrzałam się nerwowo na dziewczynę kierująca się w stronę drzwi wyjściowych. 
- No nie wiem, ale ufam Ci i mam nadzieję, że mnie nie kłamiesz. Teraz muszę już iść. Pa - Dziewczyna wyszła zamykając drzwi. Trochę mi ulżyło, ale nie czułam się dobrze okłamują Alex. 
Była 20:00. Super mam 20 minut. Wbiegłam po schodach na górę i wzięłam najszybszy na ziemi prysznic. Wysuszyłam ciało i wybrałam ten zestaw (bez torby). Uważałam go za najlepszy jaki mogłam teraz wybrać. W sumie nie obchodzi mnie to czy Harr'emu będzie się podobał, czy też nie. 



Zeszłam na dół i jak zawsze schowałam telefon do przedniej kieszeni spodni. Wyszłam z domu i zamknęłam drzwi i ruszyłam w miejsce, które wskazał mi Harry. Sama nie wiem po co tam idę, przecież mogłabym go najzwyczajniej w świecie olać. Nie napisał nawet po co, ani dokładnie gdzie tylko ulicę i nic więcej. Po 20 minutach znalazłam ulicę którą szukałam. 
Nikogo tutaj nie było. Zaczęłam się nerwowo rozglądać. Dopiero po chwili dostrzegłam, że dalej wzdłuż ulicy znajduje się ogrom ludzi. Nie wiem o co tu chodzi. Podeszłam bliżej przepychając się przez tłum. Na ulicy ścigały się samochody nie zwykłe tylko sportowe. 



Teraz wiem po co Harry mnie tutaj ściągnął. Nie chcę brać w tym udziału. Miałam nadzieję, że to są jednak kłamstwa. Wycofałam się i wyszłam z tłumu. To nie jest człowiek dla mnie. Nie powinnam w ogóle tutaj przychodzić. Niech robi co chce ja nie będę się plątać w życie, ale w zamian oczekuję tego samego. W sumie sama na siebie powinnam być zła. Wiele osób mówiło mi, żebym na nich uważała, ale ja oczywiście sama musiałam się w coś wplątać. Nikt mnie do niczego nie zmuszał. Byłam strasznie zła na siebie i szłam gdzie popadnie a teraz nie wiem gdzie jestem. Daleko nie poszłam bo było słychać krzyki kibicujących ludzi. Coś a raczej Ktoś przerwał mi moje myślenie. Wiedziałam, że to właśnie Harry mnie trzyma za nadgarstek. A ja się odwróciłam.  



- Puść mnie! Nie chcę mieć z tobą nic do czynienia! - Krzyknęłam w stronę chłopaka i próbowałam się mu wyrwać, ale on pociągnął mnie w stronę swojego czarno-żółtego samochodu. No tak mogłam się domyśleć, że to On jechał tym samochodem. Postawił mnie przed maską swojego sportowego BMW.
- Teraz Kochanie i tak będziesz miała ze mną 'coś' do czynienie czy tego chcesz, czy nie. - Mówiąc to był tak bardzo pewny siebie. 
- Co!? Po pierwsze nie mów do mnie KOCHANIE! A po drugie nie będę miała z tobą NIC do czynienia!  C.Z.Y   T.Y    T.E.G.O.  CHCESZ   C.Z.Y.    N.I.E! - Ostatnie słowa podkreśliłam tak bardzo jak tylko mogłam, aby do tarło wreszcie to do niego.
- Jesteś słodka jak się denerwujesz. - W jego głosie usłyszałam bardzo wyraźną chrypkę. Był z siebie zadowolony. Zaczął się do mnie zbliżać. Zrobiłam krok do tyłu, ale napotkałam przeszkodę. Zrobił to specjalnie, zaplanował to sobie, że jeśli ustawi mnie przed maską samochodu nie będę miała jak się wydostać. Jego twarz zbliżyła się do mojej. Niestety ja nie miałam się jak cofnąć. Prawie, że usiadłam na masce. Nasze twarze dzieliło zaledwie tylko kilka milimetrów. Chciał mnie pocałować, ale odwróciłam głowę na bok. Jako jego reakcję usłyszałam cichy śmiech.
- Wiesz jesteś bardzo uparta, ale za to pociągająca. Wsiadaj. - Chłopak wepchną mnie prawie do samochodu, a sam go okrążył i zajął miejsce kierowcy. Zamkną drzwi z mojej strony tak, abym nie mogła wysiąść.
- Wypuść mnie. Gdzie chcesz mnie zawieść!? - Odwróciłam się w stronę chłopaka, który właśnie odjeżdżał z miejsca. 
- Mówił Ci ktoś dzisiaj, że ładnie wyglądasz? - Na twarzy Harr'ego zawitał pewny siebie uśmiech. 
- Nie, nikt nie mówił. Słaby tekst, wysiliłbyś się. Masz mi powiedzieć gdzie mnie zawozisz. - Skrzywiłam się trochę nie otrzymując do chłopaka odpowiedzi. Nie chciał mówić to nie. Ja go na litość brać nie będę. Niech na to nie liczy. Mijaliśmy oświecone budynki, kluby i inne rzeczy otwarte o tej porze. Mój wzrok był wbity w punkt bardzo daleki za szybą. Co chwilę czułam na sobie wzrok Harr'ego, który od czasu do czasu oblizywał usta. Było to dla mnie trochę krępujące, ale nie chciałam się do Niego odzywać. Całą drogę jechaliśmy w ciszy. Dla mnie krępującej i ciężkiej ciszy, ale dla Harr'ego taka pewnie nie była.
Samochód się zatrzymał. Byliśmy na czyjejś ogromnej posiadłości. Dom był wielki . Mogę się domyśleć pewnie, że to dom Harr'ego. Tylko po co mu, aż taki wielki. No tak co noc inna panienka to musi jakoś zachęcić. Chłopak wysiadł z samochodu, chciał otworzyć mi drzwi, ale dla jego nieszczęścia ja go wyprzedziłam i sama wysiadłam z samochodu. Widziałam na jego twarzy lekką złość.
- Po co mnie tu przywiozłeś? - Powiedziałam do Lokowatego chłopaka kierując się w stronę drzwi domu.
- Zobaczysz. - Znów się uśmiechną i oparł się o maskę samochodu. Oparłam się o ścianę czekając na jakąkolwiek reakcję. 
- Może byś tak otworzył te cholerne drzwi!? - Moja cierpliwość się kończyła. 
- Nie ładnie tak przeklinać. Chcesz wejść to sobie weź kluczyki. - Chłopak podniósł się z maski i pokazał swój równy rządek zębów.
- To mi je daj. - Ruszyłam z miejsca i podeszłam do chłopaka wyciągając do niego rękę. 
- Nie dam Ci ich. Sama je sobie weź. Są w tylnej kieszeni spodni. Nie krępuj się. Nie no, On jest nie normalny. Nie mam zamiaru stać tutaj całą noc. Zbliżyłam się do niego. Włożyłam rękę do jego tylniej kieszeni. Na mojej twarzy pojawił się grymas. W myślach modliłam się, aby kluczyki były w tej kieszeni. Poczułam jak Harr'ego przeszedł dreszcz na mój dotyk. Trochę mnie to zdziwiło, ale po chwili znalazłam to czego szukałam. Wzięłam je do ręki i znów poszłam w stronę drzwi.
- Masz nieziemski dotyk. - Usłyszałam za sobą. Udałam, ze tego w ogóle nie słyszę. Otworzyłam drzwi. Moim oczom ukazał się piękny dom. W środku był jeszcze ładniejszy niż na zewnątrz. Nie dało się opisać tego piękna.
- Podoba się? - Usłyszałam głos chłopaka zamykającego drzwi na klucz.
- Bardzo. - Zdjęłam buty i jeszcze raz rozejrzałam się po domu.
- Wiedziałem. Chcesz coś do jedzenia? Tam jest kuchnia. - Wskazał palcem w prawą stronę.
- Nie dziękuję. Chcę iść na górę spać. - Odwróciłam się na pięcie do Harr'ego. 
- Choć zaprowadzę Cię. - Ruszył na górę schodami, a ja szłam z nim. Poszliśmy do sypialni która znajdowała się po lewo. Tak samo sypialnia jak i inne pomieszczenia była ogromna. 
- Harry? - Powiedziałam niepewnie, a chłopak się odwrócił.
- Nie mam w co się przebrać.
- Dla mnie to możesz chodzić bez niczego. - Uśmiechną się. Podniosłam ironicznie jedną brew. Hazz podszedł do szafki i zaczął czegoś szukać. Po chwili wstał i podał mi swoją czarną koszulkę.
- Utopię się w niej. - Uśmiechnęłam się, wzielam
wzięłam koszule i udałam się do łazienki,kktóra znajdowała się w pokoju. Zamknęłam drzwi i zaczęłam zdejmować z siebie ubrania. Nie widzę sensu, aby się 
myć, gdyż zrobiłam to wcześniej. Nie zdejęłam mojej dolnej części bielizny. Przemyłam twarz i wyszłam z łazienki. O dziwo zajęło mi to 15 minut. Na łóżku zobaczyłam Harr'ego. Trochę mnie to zdziwiło nie myślałam, że będzie tu czekał. 
- Seksownie wyglądasz. - Chłopak zmierzył mnie od dołu do góry wzrokiem i podszedł do mnie. Objął mnie w pasie i zaczął całować mnie po szyi. 
- Harry to nie jest najlepszy pomysł. - Powiedziałam próbując odsunąć do siebie chłopaka. Niestety nie przestawał. 
- Jess proszę pozwól mi. - Usłyszałam chrypę w jego głosie co nie było nowością.
- Wyglądasz cudownie. Te nogi i to ciało. - westchnęłam na jego słowa nic nie mówiąc. Przyciągnął mnie bliżej siebie, poczułam jego męskość na co się wzdrygnęłam. Chłopak skończył całować mnie po szyi. Zbliżył swoja twarz do mojej i złożył na moich ustach pocałunek. Nie odwzajemniłam go. Położyłam swoje ręce na jego klatce piersiowej, aby trzymać nas w bezpiecznej odległości, ale dla Harr'ego nawet to nie było przeszkodą. Znów zaczął mnie całować. Nie reagowałam. Nie robiłam nic. Chłopak jeszcze raz mnie pocałował, ale tym razem odwzajemniłam pocałunek.



Nie wiemm czemu może chciałam dać mu szansę? Harry poniósł mnie i położył na łóżku. 
- Ja nie chcę. - Powiedziałam cicho, aby mnie nie usłyszał. Niestety tak się nie stało.
- Proszę sprubójmy chociaż. - Usiadł na mnie rozkrokiem nachylając się nade mną.
- Ale ja wiem, że się nie uda...






CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!
(przepraszam za błędy, proszę zostawcie po sobie komenarz)



piątek, 2 maja 2014

Rozdział 2

                W poprzednim rozdziale

Zaczęłam się nerwowo rozglądać po klubie. Nagle poczułam czyjąś dłoń na moim nadgarstku, która sprawiła abym się odwróciła. Miałam nadzieję, żeby to była Alex niestety tak się nie stało. Moje serce zaczęło coraz szybciej bić, ciało opanował całkowity paraliż, nie mogłam nic powiedzieć usta stały się jak głaz.  Teraz nic nie słyszałam oprócz bicia mojego serca. Nie należałam do osób, które się boją wręcz przeciwnie, ale nie przy osobie która ma na imię...
_________________________________________________________________________________

Harry Styles. Ten człowiek nie zna granic.  Miałam okazję spotkać go już wcześniej, ale nigdy nie oko w oko. Widziałam jak bił się doprowadzając innych do nieprzytomności. Z tego co wiem prawdopodobnie bierze udział w nielegalnych wyścigach. Nie wiem czy to jest kłamstwo czy prawda, ale w tym momencie wcale mnie to nie interesuje. 
- Zatańczysz? - Chłopak delikatnie się nachylił i wyszeptał mi do ucha. Nagle przeszły mnie dreszcze, gdy położył swoje dłonie na moich plecach. Nie chcę, aby kto spędza każdą noc z inną laską mnie dotykał.
- Nie, nie zatańczę z tobą! - Krzyknęłam w stronę chłopaka i odepchnęłam go na co poluźnił uścisk. Wykorzystałam to. Moim kierunkiem było uciec stąd najlepiej do wyjścia, ale właśnie Harry blokował mi ucieczkę. Skierowałam się w całkiem przeciwną stronę, przedzierając się przez tłum ludzi z nadzieją, że mnie nie dogoni.  Jedynie co udało mi się dostrzec to złość w jego oczach i zaciskające się ręce w pięść. Dotarłam do jakiegoś pustego korytarza, gdzie na znajdowały się drzwi z napisem ,,WC,,. Weszłam tam z nadzieją, że znajdę Alex. Rozglądałam się dokładnie szukając mojej przyjaciółki, kiedy nagle usłyszałam wibracje mojego telefonu znajdującego się w małej kopertówce. Na wyświetlaczu widniał napis ,,ALEXA,, Nie czekając dłużej odebrałam go.

Rozmowa Jessicy i Alexy:
A: Jessica gdzie ty jesteś!?
J: No ja jestem w klubie, a gdzie mam być.
A: Co!? Przecież Cię szukałam. - Nie wiem czemu, ale jej głos wydawał się być bardziej zdenerwowany niż na początku rozmowy.
J: A tak w ogóle gdzie Ty jesteś?
A: No... Em... Ja jadę samochodem.
J: Gdzie!? Czemu!?
A: No właśnie szukałam Cię, aby Ci powiedzieć, że mój tata jest w szpitalu. Później Ci wyjaśnię sama nie wiem za dużo. Proszę nie gniewaj się. - Słyszałam w głosie Alex łzy. Nie chciałam być na jej miejscu. Dobrze wiem jak się teraz czuje.
J: Pewnie, że nie będę się gniewać.Trzymam za twojego tatę kciuki będzie dobrze. Musi.
A: Dziękuję Ci kochana jesteś, na razie.
J: Pa. 
Koniec rozmowy.

No to teraz muszę iść około 12 kilometrów do domu pieszo. No oczywiście przejść przez klub pełny pijaków, potem jeszcze przez ciemne ulice. Zapowiada się długa noc. Wyszłam z pomieszczenia i skierowałam się do ogromnej sali gdzie wszyscy się bawili. W tłumie zobaczyłam chłopaka, który należy do paczki Harr'ego. Widział mnie.




Skoro On tu jest to Harry pewnie też. Ruszyłam w stronę chłopaka, starałam się na niego nie patrzyć . Ominęłam go tak obojętnie jak tylko potrafiłam. Niestety czułam jak On wypala mi dziurę w plecach. O razu gdy opuściłam budynek ulżyło mi.

****

Cały czas myślałam o Alex i jej tacie nie chciałam, aby coś Mu się stało. Pan Josh (tata Alex) od 2 lat miał problemy z sercem. Jeśli coś by Mu się stało Alex nie poradziłaby sobie. W ostatnim pół roku straciła babcię i dziadka z którymi była naprawdę blisko. Teraz zostałaby ze mną i Veronicą (mama Alex). Sama nie chciałam, aby Joshowi się coś stało, traktował mnie jak swoją córkę. Ogólnie rodzie Alex traktowali mnie jak członka rodziny, a sama z Alex byłyśmy dla siebie jak siostry. Z myślenia wyrwał mnie szelest gdzieś za moimi plecami Odwróciłam się, ale nikogo nie zobaczyłam. Przyśpieszyłam kroku, a serce waliło mi jak oszalałe. Skręciłam w boczną uliczkę otoczoną wielkimi budynkami, która była skrótem do mojego domu. Robiło się ciemniej, gdyż lampy były tylko na ulicy głównej. Poczułam czyjąś ogromna dłoń na moim ramieniu. Odwróciłam się. Wiedziałam, że najgorsze co mogę teraz w zrobić to właśnie to.  Większa ode mnie postura męszczyzny obróciła mnie i przycisnęła do muru. Nie wiem kompletnie co się teraz dzieje, jedyne uczucie jakie mi teraz towarzyszy to strach. Jego ogromne łapska dotykały moich piesi. Próbowałam go odepchnąć na co on zaczynał dotykać mnie coraz mocniej i boleśnie. Zaczęłam krzyczeć do czasu kiedy mój policzek nie zaczął mnie piec. Jego ręce powędrowały pod moją sukienkę. Dotykał mnie dosłownie ,,wszędzie,,. Po moim zaczerwienionym policzku zaczęły lecieć łzy nie ukrywałam ich. To były łzy bólu, wstydu, strachu, obrzydzenia. Czułam się paskudnie. Nie da się opisać tego uczucia jakie teraz panowało. Nie wiem ile to trwało. Traciłam siły na obronę, oczy stawały się ciężkie. Po chwili nie czułam nic. Zemdlałam?

       *Oczami Harr'ego*

Wyszedłem z klubu z nadzieją, że znajdę ta dziewczynę. Nagle usłyszałem krzyki mieszajace się z płaczem. Głos ten był mi znany tylko nie wiem czyj. To musiało być nie daleko. Nie miałem czasu na przemyślenia co zrobię jak tam dojdę, pewnie to co zwykle. Zresztą nie wiem po co tam idę, może dla tego, że głos tej dziewczyny już słyszałem, gdyby tak nie było pewnie bym nawet nie pomyślał, abym ruszył si,ę z miejsca. Znalazłem się w jakiejś ciemnej uliczce otoczonej budynkami. To pewnie tu. Zobaczyłem jak jakiś chłopak szarpie się z dziewczyną, dopiero teraz doszło do mnie, że On ją gwałci. Poczułem jak moje mięśnie zacisnęły się tak bardzo jak nigdy. Podszedłem do niego i zacząłem okładać go pięściami do krwi. Leżał na ziemi i błagał mnie o litość niestety ja nie znam takiego słowa. Kiedy skończyłem nie wiedziałem czy ten h*j żyje czy nie, ale dla niego byłoby lepiej gdyby już dawno temu zdechł. Podszedłem do dziewczyny która leżała na ziemi. Wziąłem je delikatne ciało na ręce i zaniosłem do mojego BMW. Sam nie wiem czemu mi na niej zależy. Położyłem ją na siedzeniu obok kierowcy, a sam zająłem jego miejsce. Postanowiłem, że zawiozę ją do Jej domu. Ruszyłem jak najszybciej z miejsca.  Powinienem być wdzięczny Zayn'owi, że znalazł mi jej adres. Tylko jeszcze nie wiem jak ona ma na imię. Co chwilę przenosiłem wzrok z drogi na jej osobę. Była piękna, a co najważniejsze ma charakter co udowodniła w klubie. Na jej dłoniach i nogach było pełno zadrapań. Makijaż na jej twarzy doszczętnie rozmazany. Nawet się nie obejrzałem, a już byliśmy na jej posiadłości. Wysiadłem z samochodu i wziąłem dziewczynę na ręce. Przeszedłem przez jej ogromny ogródek, aż doszliśmy do drzwi. Nie miałem kluczy, ale pewnie ma je ona. Wziąłem jej torebkę i zcząłem szukać kluczy. Po nie długim czasie znalazłem to czego szukałem otworzyłem drzwi i pozapalałem światła. Zaniosłem ja na górę. Otworzyłem pierwsze lepsze drzwi z nadzieją, że tam będzie sypialnia. Nie pomyliłem się. Położyłem jej delikatne ciało na łóżku i ją przykryłem. Ucałowałem ją u czoło. Prześlicznie pachniała, włosy miały zapach jabłek, zapach który najbardziej uwielbiam. Wyszedłem z pokoju, zamknąłem drzwi i zszedłem na dół. Postanowiłem, że prześpię się dzisiaj u niej na kanapie w salonie w sumie nic nie stracę. 

  *Rano oczami Jessicy*

Obudził mnie straszny ból głowy i ciepło wewnętrzne jakie mi towarzyszyło. Podniosłam głowę rozglądając się po pomieszczeniu. Jedno mnie zastanawia skąd się tu wzięłam. Pamiętam tylko ten moment jak szłam do domu nic więcej.Wstałam z łóżka, aby udać się do łazienki może uda mi się coś przypomnieć podczas kąpieli. Dopiero teraz dostrzegłam, że jestem w tym samym stroju co na imprezie. Weszłam do łazienki i zamknęłam drzwi . Patrzyłam się w lustro jakby szukają odpowiedzi na wczorajsze zdarzenie.


Byłam cała poszarpana na moich dłoniach i nogach były liczne rysy. Przejechałam po każdej czując napływające łzy. Wiem skąd one są. Teraz już wiem jaki ból wczoraj przeżyłam.


Zamknęłam oczy. Po moim policzku spłynęłam łza. Czułam się brudna. Zdjęłam jak najszybciej z siebie ubrania i weszłam pod prysznic. Odkręciłam wodę nie miało to dla mnie znaczenia czy jest zimna czy ciepła. Zaczęłam szorować każdy centymetr mojego ciała. Myłam wszystko co się da, by tylko nie czuć tego wstrętu. 

****

Założyłam ten zestaw, aby zakryć jak najwięcej siebie. 
Nie te byty tylko te.



Jak bym mogła w ogóle bym nie wychodziła z domu, ale muszę jechać do szpitala. Zeszłam na dół do kuchni. Jedno nie dawało mi spokoju skąd wzięłam się w domu. Na stole w kuchni dostrzegłam zakryty talerz na którym była biała karteczka z napisem.
                                      ,,Smacznego kochana xD,,

Co!? Kto to napisał nie Alex bo to nie jest jej pismo. Rozejrzałam się dokładnie szukając jakiejkolwiek wskazówki. Zaśmiałabym się z tego, ale za bardzo bolała mnie coś w środku co mi na to nie pozwalało. Podniosłam pokrywę pod którą znajdowały się naleśniki z bitą śmietaną i owocami


Usiadłam do stołu i zaczęłam jeść przygotowane przez ,,kogoś,, pyszne naleśniki. Naleśniki które zawsze poprawiały mi nastrój teraz nie pomogły. Napiłam się soku i zmyłam po sobie. Wzięłam do ręki telefon i wysłałam Alex sms-a.
                             
                                              ,,Hej. Pod którą salą jesteś?,,

Było stać mnie tylko na tyle nie chciałam z nią rozmawiać. Nie byłam w stanie nic powiedzieć, ledwo trzymałam się na nogach. Po nie długim czasie otrzymałam odpowiedź.

                                                           ,,Hej. Sala 247,, 

 Schowałam telefon do torby i wyszłam z domu. Zamknęłam drzwi i skierowałam się ku chodnikowi. Bałam się każdego kto przechodził koło mnie. Nie ważne czy to był mężczyzna czy kobieta. Co chwilę napływały mi łzy do oczu tylko dla tego, że ktoś się na mnie patrzył. Słyszałam z sobą odgłos jadącego BMW, które się zatrzymało. Nie wiem czemu, ale ja zrobiłam to samo. Okno samochodu otworzyło się a w środku zobaczyłam Harr'ego.
- Wsiadaj. -Skąd on się tu wziął? Dobra przesadzam to może czysty przypadek.
- Nie, nie chcę. Poradzę sobie. - Nie chcę być z nim sam na sam w samochodzie jeszcze po tym co się stało.
- Wiem, że boisz się chodzić sama teraz po ulicy. Wiem też co Ci się stało.
- Co skąd ty to wiesz!? To ty!? - Do moich oczu napłynęły łzy.
- Wsiadaj to Ci powiem - Na jego twarzy pojawił się cholery uśmiech


Zastanowiłam się trochę. Zdecydowałam się, że wsiądę muszę się czegoś dowiedzieć.
- Mów skąd to wszystko wiesz!? - Byłam zła i przerażona jednocześnie.
-Ej! Spokojnie najpierw powiedz gdzie mam Cię zawieść. - Ruszył z miejsca i się na mnie spojrzał. 
- Do szpitala. - Zapięłam pasy.
- Po co? - Na jego twarzy malował się znak zapytania.
- Tata mojej przyjaciółki jest w szpitalu. wczoraj tam trafił. Jego stan jest ciężki. Muszę tam być. - Dopiero teraz się skapłam, że normalnie rozmawiam z jednym z najniebezpieczniejszych ludzi.
- Miałeś mi powiedzieć skąd wiesz co się wczoraj stało - Spojrzałam się na niego a na jego twarzy znów widniał uśmiech. Harry opowiadał mi wszystko po kolei, aż do momentu kiedy opóścił mój dom. Teraz wiem skąd była ta karteczka i śniadanie. W sumie powinnam mu podziękować, ale nie zrobiłam tego. Harry zatrzymał samochód kiedy byliśmy już na miejscu.
- Chcesz, abym poszedł z tobą? - Czemu on się o to pyta. Nic nas nie łączy oprócz wczorajszego i dzisiejszej rozmowy.
- Nie dzięki. - Wysiadłam z samochodu.
- Zaczekam na ciebie - Usłyszałam kiedy zamykałam drzwi.
- Jak chcesz. - Powiedziałam do siebie.

****
Byłam pod salą 247, ale nie zastałam tam nikogo. Zobaczyłam, że z końca korytarza idzie jakiś lekż więc zapytam go się.
- Przepraszam bardzo wie Pan może gdzie leży teraz Pan Josh Rodney? - Mężczyzna spojrzał się na mnie jakby wiedział o kogo chodzi.
- Pan Rodney ma teraz operację, w tym momencie walczy o życie. Jeśli pani chce wiedzieć wszystko na bieżąco musi pani iść prosto potem w lewo a na koniec w prawo - Mężczyzna odszedł a ja jak najszybciej biegłam w kierunku który mi w skazał. Zobaczyła całą zapłakaną Alex i jej mamę. Chciałam tam wejść niestety znajdowały się na przeszkodzie białe drzwi z napisem ,,Dla rodziny,, Zobaczyły mnie ale tylko Alex było stać na lekki uśmiech. Usiadłam na krześle i czekałam na jakieś wieści. W moich myślach przesuwały się wszystkie spędzone chwile. A po policzku leciały łzy.





Minęły 2 godziny odkąd tu siedzę. Sama traciłam nadzieję na to że operacja się uda. Usłyszałam jakiś głosy za szybą. Zerwałam się i zobaczyłam zapłakaną Alex i Veronicę. Lekarz odszedł, a ja nie zważając na nic wbiegłam do pomieszczenia. Nikt nic nie mówił. Zapłakana Alexa podeszła po mnie i się przytuliła mnie z całej swojej siły. Ja nie płakałam nie wiedziałam czy się udało, czy nie.



Dziewczyna oderwała się ode mnie.
- On... Nie żyje - Po tych słowach poczułam ból jak nigdy. Czułam się jakbym straciła pewną część siebie w końcu był dla mnie kimś w postaci rodziny. Do moich oczu kolejny raz tego dnia napłynęły łzy.
























- Jeśli panie są na siłach możecie iść zobaczyć ciało - Usłyszałam głos starszego Pana , który tu pracował. 
- Tak chcemy - Odpowiedziała Veronica.
- Aha tylko rodzina może wejść - Ponownie odezwał się doktor w drzwiach.
- Ale Jessica, też w prawdzie należy do rodzimy. - Odezwała się mama Alex jeszcze raz.
- Przykro mi. - Odpowiedział wchodząc do sali.
- Doktor ma rację Wy powinnyście tam wejść. Puściłam im sztuczny uśmiech i się pożegnałam. Nie wiem jak one sobie poradzą 3 stracona osoba w tym pół roku. Najgorsze nadejdzie w dniu pogrzebu. Wreszcie opuściłam szpital tylko szkoda że z taką wiadomością. Na dworze było chłodno.
Zobaczyłam Harr'ego stojącego koło samochodu. Myślałam, że już pojechał.




Zaczesywał włosy do góry. Wiedziałam w jakim jestem stanie i pewnie się zapyta. Tylko, że to jest bardzo bolesny temat, a On będzie naciskał.
- Hej co się stało? - Nie pomyliłam się.
- Nic. - Usłyszał mój cichy i drżący głos.
- Powiedz przecież widzę, że coś nie tak. Nie udało się? - ponownie usłyszałam wyraźną chrypkę.
- On nie żyje. - I własnie w tym momencie pękłam. Położyłam dłonie na twarzy, aby zakryć łzy niestety nie udało mi się. Widziałam jak nie mnie patrzył. Przytulił mnie. Tego się kompletnie nie spodziewałam. Nie wiem czemu, ale ja odwzajemniłam uścisk, może dla tego że potrzebowałam teraz bliskości? Nie wiem.






Jest skończyłam ten rozdział! Mam nadzieję, że się podobał wyraźcie swoje opinie w komentarzu. Aha tak jak już wcześniej pisałam w wcześniejszej notce jeśli chcecie abym wam pisała kiedy bedzie rozdział to dawajcie mi np. swoje aski, FB, albo poczty, jeśli nie no to będziecie musieli sami sobie pilnować. :)
                  Czytasz = Komentujesz